Pomarańczowy Kruk

blog bardzo osobisty


Facebook YouTube RSS
Wracamy na start

Zainspirujmy się! Ale jak?

Zainspirujmy się! Ale jak?

Filmem „W drodze” rozpocząłem swój grudniowy maraton kinematograficzny. Było to moje drugie podejście do tego dzieła. Połowę obejrzałem będąc w tym roku w Narwik. Ale, że trzeba było następnego dnia ruszać… w drogę, to wtedy seansu nie ukończyłem ;] Teraz się udało!

Zanim napiszę małą recenzję – słów kilka o mym filmowym projekcie. Myślę, że jest coś fajnego w kolejnych podejściach, wyzwaniach. Takim na pewno jest dla mnie ta idea obejrzenia 31 filmów w ciągu jednego miesiąca. Skąd wziął się na to pomysł?

Idea grudniowego paczaizmu

Praktycznie cały listopad spędziłem ostatnio w Krutyni, organizując i biorąc udział w kursach medytacji Vipassana. Na temat potęgi gotowania jedzenia dla 120 osób i pracy w grupie nieznajomych, ale też i medytujących osób, na dniach nagram większy filmik. To osobny temat, zasługujący na poważniejsze potraktowanie sprawy ;] Muszę jednak powiedzieć, że prócz wglądów medytacyjnych i ćwiczenia równowagi umysłu w różnych sytuacjach, listopad był dla mnie także pełen ciekawych rozmów. Być może nie było ich aż tak wiele, ale jeśli były – zapadały w pamięć i wnosiły do mojego życia nie mniej niż siedzenie na poduszce.

W Krutyni nic nie dzieje się bez przyczyny. A przynajmniej ma się takie wrażenie… Zacząłem pewnego razu rozmawiać z kimś o swojej podróży wokół Bałtyku. Okazało się, że gość ten również wiele podróżował. Za wiele o tym nie chciał opowiadać, bo w danej chwili mieliśmy do wykonania inne zadania, ale przyrównał podróżowanie do oglądania codziennie zupełnie innego filmu. Pomyślałem sobie - coś w tym jest!

Siedząc na miejscu odtwarzamy na nowo ten sam film, znajdując w nim ukryte przekazy. Jest to ciekawe, budujące, jeśli robimy to umiejętnie, ale podróż i odkrywanie nowych idei ładuje nas, inspiruje i napędza do kreatywnych działań o wiele bardziej niż słuchanie zdartej, tej samej płyty przez całe lata.

Jest grudzień, ponad dwa miesiące temu wróciłem z podróży życia, potem pojechałem kolejny raz w podróż w głąb siebie. Teraz czas, aby zanurzyć swoje oczy w bezkresnym morzu kinematografii!

Poszukiwacze prawdy i inspiracji

Film „W drodze” powstał na podstawie sławnej powieści Jacka Kerouaca o tym samym tytule. Te dzieła każdy szanujący się podróżnik powinien znać. Tak mówią… I chyba mają rację ;p „W drodze” zaznajamiamy się z bitnikami, ruchem kontrkulturowym, który narodził się w latach 40 w USA. Jego przedstawiciele byli zmęczeni grzecznym, normalnym żywotem, jaki był wtedy promowany i odtwarzany przez całe społeczeństwo. Pragnęli indywidualizmu, nonkonformizmu, swobody twórczej…. Pisali, imprezowali, życia doświadczali… W drodze…

A droga sprzyjała wolności. Tak samo jak czerpanie z życia pełnymi garściami, swoboda seksualna, imprezy do białego rana zakrapiane alkoholem i okraszane psychoatywnymi substancyjami maści różnej.

Oglądając film czułem się jakbym podróżował razem z nimi. Tym bardziej, że bliskie memu doświadczeniu są - potrzeba wolności i zrozumienia, a także pasja pisarska. Dlatego też z drżeniem serca pochłaniałem kolejne obrazy filmu.

Niekiedy pojawiał się we mnie pewnego rodzaju sentyment do chaotycznego życia, które niegdyś prowadziłem. Bywały takie miesiące czy lata, które wdrukowały we mnie fascynację stanami odurzenia, szalonymi imprezami czy wszelaką rozpustą. Szczegółów opowiadać w tej chwili nie zamierzam, ale była to pewnego rodzaju próba zrozumienia rzeczywistości, niekiedy jednak ucieczka od niej. Starałem się wtedy łączyć świadomość z nieświadomością, czerpać z obu źródeł, dawać świeczkę Bogu, a diabłu ogarek.

Wiedza i kreatywność wewnątrz nas

Z czasem się nieco uporządkowałem ;] Dziś z dawnego Kamila została fascynacja podróżami, przymus opisywania rzeczywistości na wszelkie sposoby i czerpanie pełnymi garściami z życia. Tym razem jednak z reguły trzeźwo, z coraz większą świadomością procesu, którego częścią jest każdy z nas.

W tym miejscu zaznaczyć pragnę, że bitnicy z USA istnieli równolegle z egzystencjalistami z Europy. Kerouac i Sartre stworzyli podwaliny ruchu hippisowskiego, który dylematy miał podobne, co ja kilka lat temu. Zresztą niekiedy nadal do tych dylematów powracam. Tak jak podczas oglądania „W drodze”… Wiem, że (jak śpiewa Piotr Rogucki w utworze „Nadmiar” zespołu Coma) „ulegnę jeszcze raz i popełnię setny raz to samo zło”.

Coraz wiesze jednak we mnie poczucie tego, że jako ludzie nie potrzebujemy się aż tak miotać, aby zrozumieć. Nie musimy chodzić każdego dnia w ciemne zakamarki i popuszczać cugle swym pasjom cały czas, aby dotrzeć do prawdy. Bitnicy mieli szczere intencje, potrzebę zrozumienia życia. Jednak film pokazuje, że zbytnie wychylanie wahadła w jedną stronę skutkować może opłakanymi rezultatami.

Zwiedzali świat, penetrowali ciekawe miejsca i stany psychiczne, stąd czerpali inspirację. Według mnie ważne jest jednak, aby umieć zachować dystans i złapać punkt odniesienia. I zauważyć, że inspiracji do procesu tworzenia nie zdobywamy tylko poprzez ciągłą interakcję ze światem zewnętrznym. Ogromne bogactwo doświadczeń i przeżyć, emocji, wspomnień, idei, poglądów mamy w już w swojej głowie. I nie musimy cały czas z niej wychodzić, aby być twórczymi i szczęśliwymi. Potrzeba tylko znaleźć klucz i sposób dotarcia do tych pokładów mocy. Bitnikom nieco chyba tego zabrakło…

Wybór należy do nas! Dokonujemy go każdego dnia ;]

comments powered by Disqus