Pomarańczowy Kruk

blog bardzo osobisty


Facebook YouTube RSS
Wracamy na start

Z impetem w Nowy Rok

Z impetem w Nowy Rok

Czy mogę wieść lepsze życie? Czy to był dobry rok? Co mogę zrobić w następnym, abym za 365 dni nie musiał walić głową w ścianę? Te pytania krążą w naszych głowach, wertując karty, na których zapisane sa nasze tegoroczne zwycięstwa, porażki, wspomnienia, głupie błedy, zaniechania czy okupione ciężką pracą decyzje. Na pewno warto je sobie w tym czasie zadawać.

Byle tylko odpowiedzi, których poszukujemy, okazały się nam w przyszłości przydatne. Tego sobie i Wam życzę :)

Muszę przyznać, że w mam z oceną mijającego roku wyjątkowy zgryz, bo przez ostatnie lata obserwowałem u siebie w życiu wznoszącą falę, przynoszacą z reguły pozytywne i ekscytujące zmiany, której zakończeniem, swoistą wielką wisienką na torcie, była realizacja 5-miesięcznej podrózy autostopowej wokół Bałtyku. Było fajnie!

Ale że jak to?

I mimo, że w tym roku mam w głowie spokój i szczęscie, tak wielkie jak nigdy wcześniej... W dużej mierze pewnie z powodu prtaktyki medytacyjnej, zwieńczonej przemedytowanym całym listopadem w Dhamma Pallava :-)

I mimo, że w zasadzie wszystko jest tak, jak być powninno i jest mi z tym dobrze, to niekiedy myślę, że w 2016 żyło mi się nieco przyjemniej, bo byłem wtedy takim psem zerwanym z łańcucha, takim wolnościowym podóżnikiem...

Takim wyrywającym korzenie swojej uwarunkowanej egzystencji włóczęgą Dharmy (to jest sprytne nawiązanie do Kerouaca), szczekającym na ludzi i głoszącym im w ten sposób dobrą nowinę. A szczekanie wyjątkowo przypadło mi do gustu i teraz jego mniejsza intensywność przesłania mi chyba morze pozytywów, które i tak od czasu do czasu wylewa się wokół mnie. A ja nurzam się w nim i uśmiecham na cały regulator! :)

Ten mijający rok był bardzo dobry! Robiłem wiele różnych ciekawych rzeczy, a większość z nich dała mi radość i jakieś tam poczucie spełnienia ;] Nie będę wymieniać tych rzeczy, zdarzeń, które mi się podobały, bo nie o to tutaj mi chodzi. Ważny jest proces, ważna jest zmiana!

Wysoka poprzeczka

A było to tak... Aby się zmotywować do pracy, oprócz innych pobocznych celów takich jak pisanie wartościowych treści na blogach i tworzenia ciekawego contentu na YouTube, prócz rozwoju osobistego, pogłębionej praktyki medytacyjnej i innych tego typu rzeczy, w mojej tablece na poprzedni rok pogrubione i tym samym wyróżnione, były dwa główne zamierzenia. Z początku były to punkty pod tytułem – "napisać swoją pierwszą książkę" i "stablilizacja finansowa".

Gdy jednak pod wpływem jednego filmu, w którym autor mówił jak wielką wagę należy przykładać do stawiania sobie ambitnych celów, zdecydowałem sie zmienić te zamierzenia.

Po edycji można było zobaczyć, że chcę "napisać i wydać swoją pierwszą książkę", a także zarobić w ciągu roku 30 tysięcy złotych.

Dobrze i źle zarazem

Mimo, że celów tych w całości nie udało mi się zrealizować, napędziły one zdecydowanie gospodarkę wewnątrz mnie. Takie postawnienie sprawy wzmaga w nas determinację i od razu myślimy co zrobić, aby zrealizować ten ambitny cel w dość krótkim czasie.

I zadowolony jestem z tego, że książkę gotową mam już w 70 procentach, a że nie udało mi się zarobić aż tyle kabony – no cóż – po części efekt tego, że nie da rady tego zrobić będąc mną i wykonując takie, a nie inne zadania jak ja, po części mój świadomy wybór.

Myślenie o finnasach pozwoliło mi jednak przeformułować pewne sprawy tak, że udało mi się spłacić wszytskie moje długi, ustabilizować sytuacje finansową, połączyć pracę fizyczną w markecie z moją twórczością artsystyczną i wymyślić zaczątek planu na przyszłość - jak zarabiać więcej, poświęcając na to mniej czasu :)

Nowe założenia

Wśród moich celów ogólnych na natsępny rok znajdują sie między innymi takie rzeczy jak – być bardziej produktywnym, a mniej zajętym, robić ekscytujące rezczy czy robić rzeczy, których się obawiam. Jest też oczywiście medytacja, jest działanie i świadomy rozwój, a każdy ogólny cel rozbity jest na mniejsze projekty. Jednak wyróżnić postanowiłem dwa sposród tych około 10 założeń, i nadając im priorytet, pozwolić, aby wibrowały w moim umyśle jescze bardziej, niż mogłyby bez tego.

Do końca przyszłego roku zamierzam wydać książkę, ko końca roku zamierzam mieć ją w rękach, wertować i czuć, jak pachną moje słowa wydrukowane na papierze. Po drugie postanowiłem nadać większy sens i wagę mojej działności na YouTube.

Mam nowy aparat, który podczas nagrywania filmików nie gubi ostrości, jak poprzedni, mam nowe pomsyły, więc będę więcej montować, nagrywać i z blisko 130 subskskrypcji zmaierzam w rok postarać się ze wszytskich sił, aby osiągnąć pułap tysiąca, karmiąc publikę ciekawymi treściami.

W ramach inspiracji

Tego posta piszę w zasadzie bardziej w ramach tego, aby spróbować zainspirować innych do stania się lepszymi. Bez podnoszenia poprzeczki wszelka twórczość i rozwój rozmywają się we mgle. Jednocześnie wraz z praktyka medytacyjną, której z roku na rok nadaję również większą wagę, staram się nie przywiązywać aż tak do efektów moich działań. Staram się robić to co założę, ale jeśli nie wychodzi, wyciągam wnioski, jednak nie tworzę wokół tego napięcia, nie walę głową w mur, bo wiem, że nie tego chcę i nie to jest dla mnie dobre.

Połączenie realizacji celów i akceptacja rzeczywistości takiej, jaka jest, to niezmiernie trudnie zadanie, które z wesołym mozołem staram się czynić realnym od kilku lat.

Dlatego też przez moje ręce w ostatnim miesiącu przewinęła się zarówno pozycja Pico Iyera o XIV Dlajlamie, jak i "4-godzinny tydzień pracy" Toma Ferrisa. Polecam obie książki, które dla mnie w mijającym grudniu były sporą dawką inspiracji i źródłem przemyśleń okołonoworocznych.

Niech Wam się wiedzie!

comments powered by Disqus