Pomarańczowy Kruk

blog bardzo osobisty


Facebook YouTube RSS
Wracamy na start

Z głębin umysłu myk myk w świat!

Z głębin umysłu myk myk w świat!

Jakiś czas temu po raz kolejny powróciłem na powierzchnię z dna oceanu. Wynurzyłem się po 30 dniach odcięcia od wszelkich zewnętrznych bodźców i uradowany tym, że życie tętni i czeka na mnie z utęsknieniem, wróciłem na stare, dobrze znane i tak lubiane przeze mnie „śmieci”.

I tak wracam powoli z każdą minutą do tego swojego starego ja, które jest za każdym razem jakieś takie nieco odmienione. Jakieś takie nieco inne. Inaczej pachnie, mówi i uśmiecha się na łypiący zza rogu Księżyc, Słońce czy gwiazdy.

Aby było nieco jaśniej, zdejmę na chwilkę z tego tekstu powabne szaty poetyckości, i stając zupełnie nagi, zakomunikuję wszem i wobec, że powroty z odosobnień medytacyjnych do normalnego życia nie są dla mnie wcale taką prostą sprawą.

To nieco kwestia wprawy

Kilka razy już oddalałem się od cywilizacji na 10 dni, ale pod koniec zeszłego roku po raz drugi w życiu znikłem przed lawiną newsów i ulicznego zgiełku na cały miesiąc. Poznając swoje ciało i umysł dogłębnie, kopiąc coraz bardziej i bardziej, zyskując oczyszczającą wiedzę, nowe, zdrowsze nawyki i równowagę, którą w praktyczny sposób mogę wykorzystywać w życiu codziennym. I mimo że widzę, iż za każdym kolejnym razem mój powrót jest czymś coraz bardziej dla mnie oswojonym i naturalnym, to czasem i tak bywa mi z tym wszystkim nieco dziwnie. Dlaczego? >>>

Raz >>> Niekiedy na wstępie zbyt głośno atakuje mnie ogrom bodźców i nachalna intensywność świata zewnętrznego, która sprawia że pierwszego dnia po powrocie czuję się nieco przeładowany. Kolejny dzień jest już bardziej oswojony. Czuję się wtedy już raczej jak u siebie w domu, o ile nie zbudowałem w sobie zbyt wielkiego oczekiwania, że teraz to ja już każdego dnia będę się świetnie czuć.

Dwa >>> Mimo, że po wielu godzinach medytacji z reguły czuję się bardzo lekko, jakbym unosił się kilka metrów nad ziemią, to wcale nie ma gwarancji, że danego dnia przydarzy mi się akurat gorszy dzień. Że z głębin wyjdę akurat na powierzchnię, wlokąc za sobą jakąś ciężką sprawę. Życie lubi płatać figle, nawet ludziom, którzy przed chwilą pozbyli się ze swojego wnętrza ton negatywności, na wierzch wypełznąć mogą jakieś szemrane zdarzenia. Za rogiem może czaić się wszystko. Kwestia tylko jak na to wszystko zareagujemy.

Stare nawyki welcome to

Trzy >>> Inna sprawa, że po restarcie systemu zaczynają na nowo działać nasze programy. Uruchamiają się w tle, a my tego wcale nie jesteśmy świadomi. Zajmują naszą pamięć podręczną. Robią to po cichu, po kryjomu, tak żebyśmy uważali je za immanentną częś nas i nie byli w stanie ich wyłączyć. Nasze pragnienia, nasze awersje.

Chwila odprężenia w postaci snu dodaje nam sił, ale nie zmienia w działaniu tych programów zbyt wiele. Podobnież mała medytacja, tuż po niej jesteśmy lekko odświeżeni, nieco oczyszczeni, ale wirusy i tak zaczynają nas oblepiać na nowo. Wstajemy rano i szykujemy się z nadzieją lub lękiem do kolejnego dnia. Co się wydarzy?

Tak samo po miesiącu, podczas którego zanurzył się człowiek w Gangesie swoich pragnień i awersji, i obserwując je oczyścił się z czego tylko mógł, wraca do świata torpedującego go wszystkim, co zwraca jego uwagę, i z czasem zaczyna się człek w to wszystko wciągać nowo. Zostaje jednak większy spokój, większa obiektywność. I mniejsze lgnięcie do głupot.

Pozytywne zmiany

Nie sztuką jest zamknąć się w jaskini na całe życie i oczyszczać się w zaciszu górskiego odosobnienia. Nie no – nieco skłamałem... To również jest wielka sztuka, wymagająca wielkiej determinacji. Możliwe, że jednak i większą sztuką jest naprzemienne stawanie się mnichem, i powracanie na nowo do świata rzeczywistości konwencjonalnej, gdzie można starać się mierzyć z praktycznymi wyzwaniami, sprawdzać się w różnych sytuacjach, badać czy zaszły w nas jakieś głębsze zmiany.

To wspaniałe mierzyć się z problemami i widzieć, że jest w nas coraz mniej złości, gniewu i niezgody na to co się wydarza, niezgody na n a s z e życie. Rozwiązywanie problemów idzie łatwiej. A pojawiają się czasem te same w innych szatach, albo i bardziej wymyślne. Jest w tym wszystkim jednak więcej oddechu, luzu, i w wielu przypadkach człowiek nie chowa głowy w piasek, ale stawia czoło tej burzy, która idzie na niego i próbuje go zbić z pantałyku.

Łatwiej jest mi realizować kilka swoich ważnych projektów, które staram się tchnąć ducha obiektywizmu. Moje ambicje mają w tym wszystkim coraz mniejsze znaczenie, bo coraz ważniejsze staje się połączenie moich ambicji, działań z coraz większym ponadosobistym interesem. Chcę tworzyć rzeczy dobre dla siebie i dla innych, a przy tym czuć się z tym dobrze, mieć dobre życie, mieć czyste sumienie i spokój umysłu.

comments powered by Disqus