Pomarańczowy Kruk

blog bardzo osobisty


Facebook YouTube RSS
Wracamy na start

Okrążyłem Bałtyk na stopa!

Okrążyłem Bałtyk na stopa!

Dokładnie tak! Okrążyłem Bałtyk na stopa! To dość proste pod względem konstrukcji stwierdzenie można przeczytać w ułamku sekundy. I w pełni zrozumieć co znaczy. Jak wiele się jednak kryje w tych czterech słowach wiem w pełni tylko ja : ) I nie omieszkam się tą wiedzą z Wami podzielić…

Numerologia

Na początek rzucić na tacę chciałem nieco liczb i garść opisów wprowadzających w meandry mojej wyprawy… Z Wrocławia wyruszyłem 25 kwietnia… i wcale nie planowałem okrążać Bałtyku. Myślałem, że pojadę w okolicę norweskiej miejscowości Mo i Rana, a potem grzecznie wrócę autostopem mniej więcej tą samą trasą. Rozbrykany jednak byłem, i wiatr we włosach czując, stwierdziłem – jak nie teraz, to kiedy? Okrążę sobie Bałtyk. A co? Przecież wracać tą samą drogą byłoby bardzo nudno :P Po zatoczeniu pełnego okołomorskiego okręgu wylądowałem w swoim mieszkaniu 17 września. Zatem cała podróż zajęła mi prawie 5 miesięcy, a dokładnie 4 miesiące i 23 dni ;]

Podczas tej wyprawy życia przejechałem na stopa ponad 9000 kilometrów, mając około 120 kierowców. Z początku próbowałem zapisywać kilka kluczowych słów na temat każdego kolejnego szofera, ale po jakimś czasie stało się to dla mnie zbyt męczące :P W podróżniczym pędzie ważniejsze były często inne rzeczy. Większość z kierowców zapamiętałem jednak bardzo dobrze. Podwozili mnie muzycy, właściciele firm, lekarze, studenci, wspinacze, bezrobotni, zawodowi kierowcy, a nawet hodowca gołębi sportowych :p Napisze o tym więcej w oddzielnym wpisie!

Wysłałem kartki pocztowe w 30 różnych miejsc - do rodziny, dziewczyny, znajomych, kierowców, ludzi, u których nocowałem, pracowałem, a nawet do biblioteki, w której z komputera korzystałem bardzo dużo ;] Kolejnych 10 kartek czeka właśnie na wysłanie na moim biurku ;]

Idea

W podróży byłem restrykcyjny w przypadku co najmniej trzech spraw ;]

Primo. Całą trasę przejechałem autostopem. Nie szedłem na łatwiznę i nie brałem w kryzysowych sytuacjach żadnych pociągów czy autobusów. Korzystałem oczywiście czasem w miastach z metra i komunikacji tramwajowej czy autobusowej. W przypadku Hamburga i Sankt-Petersburga było to konieczne ;] Ale generalnie to lubiłem duuużo chodzić…

Secundo. Nigdy nie płaciłem za nocleg - nie spałem w hostelach czy hotelach. Około 50 dni i nocy spędziłem pod namiotem. W okolicach Trondheim i Tromso – około 10 dni w każdym z tych miejsc. I w Kirkenes, w oczekiwaniu na wizę do Rosji, żyłem w namiocie całe 7 dni. 16 razy korzystałem z gościnności osób z portalu CouchSurfing – w Hamburgu, Odense, Göteborgu, w okolicach Lillehammer, W Trondheim, Narwik, Vadsø, Rovaniemi, Oulu, Tampere, Sankt-Petersburgu, Tartu, Rydze, Kłajpedzie, Kaliningradzie i Gdyni.

Pracowałem, malując i remontując dom i garaż w okolicach Trondheim. Wtedy cały miesiąc mieszkałem w domu, który doprowadzałem do stanu świetności ;] Z kolei na wyspie Seilnad malowałem płot, ławki i stoły, nocując w pobliskim domostwie.

Dwa razy skorzystałem z oferty noclegu, którą zaproponowali mi moi kierowcy. Na wyspie Seiland i granicy norwesko-fińskiej. W Gdańsku odwiedziłem koleżankę, która mnie ugościła, a w Łodzi Mamę ;]

Tercio. Nigdy nie kupiłem wody mineralnej lub źródlanej! Nabywałem w sklepach czasem produkty takie jak mleko sojowe, sok jabłkowy i piwo. Ale wody – nigdy! Butelkę po polskiej Nałęczowiance napełniałem u poznanych na trasie ludzi, czasem pukając do domów i prosząc o napełnienie. W ostateczności uzupełniałem swoje rezerwy w toaletach publicznych ;]

Sens

Celem tego wyjazdu było sprawdzenie się w tak długiej i autostopowej samotnej wyprawie, przeżycie niezapomnianej przygody, wyrwanie korzeni. I po prostu bycie wolnym jak ptak :p Dodatkowo – chciałem zarobić tyle pieniędzy, aby nie musieć pracować przez dłuższy czas po powrocie i mieć możliwość skupienia się na napisaniu mojej pierwszej książki. Zarobiłem więcej pieniędzy niż potrzebne mi było mina moja wyprawę. Jednak prawda jest taka, że mogłem również dobrze zarobić dwa razy więcej. I takie były moje najśmielsze marzenia. Ale to chyba da radę zrealizować tylko w przypadku, gdy ma się wcześniej nagraną pracę. Jak pojechałem na Jana ;] I trzeba otwarcie przyznać, że cała wyprawa poszła bardzo dobrze, także pod względem zarobkowo finansowym ;] Miałem szczęście! Mogłem zarobić dwa razy mniej ;p

Te liczby i garść słów, które rzuciłem powyżej to wierzchołek głowy lodowej treści, które przez najbliższy czas zamierzam przełożyć na papier (monitor) z mojej głowy. Podróż była tak długa, że można porównać ją do kilkutomowej powieści, której każdy tom to oddzielna, diametralnie odmienna historia ;]

Szalenie jestem szczęśliwy, że udało mi się odbyć tak przepiękną podróż! Opiszę poszczególne jej wątki w następnych postach ;] Hej!

comments powered by Disqus