Pomarańczowy Kruk

blog bardzo osobisty


Facebook YouTube RSS
Wracamy na start

Nie piłem alkoholu przez 410 dni!

Nie piłem alkoholu przez 410 dni!

Gdyby ktoś pięć lat temu powiedziałby mi, że za parę lat zrobię sobie rok przerwy od alkoholu – wyśmiałbym go. Traktowałem wtedy osoby niepijące za nieco dziwne. No bo przecież dlaczego nie można sobie wypić piwka… albo sześciu ;] Przecież da radę pić z głową. Zawsze. Po co się ograniczać? W czym taki alkoholowy celibat miałby pomóc? Jaki jest jego sens?

Korzenie pomysłu na niepicie

Aby przedstawić Wam powody tego, że zdecydowałem się nie pić przez cały 2015 rok, muszę sięgnąć pamięcią nieco dalej i poświęcić parę zdań na temat całej historii mojego picia. Być może niektóre fragmenty zabrzmią jak spowiedź alkoholika. Pragnę jednak zaznaczyć, że nigdy nie miałem żadnych problemów z alkoholem. Jak był, to go piłem. Żaden problem ;]

Zacząłem pić w wieku 15 lat. Myślę, że to chyba dosyć późno jak na polskie warunki. Z tego okresu pamiętam, że pani w sklepie nie chciała mi sprzedać piwa bezalkoholowego, bo miało 1 %. No co za śmiech. Hobby, które kultywowałem z najbliższymi znajomymi z czasem się rozwijało. Poznawaliśmy uroki stanu odurzenia. Lata licealne minęły mi pod tym względem jak większości osób w tym kraju.

W okresie studenckim wszedłem na wyższy level. Z czasem mieszałem wszystko i ze wszystkim i mogłem wlewać w siebie dowolne ilości trunków z procentami. No może jednak nie będę opisywać szczegółów, ale zrobiło się pod wpływem nieco dziwnych rzeczy – jak jeżdżenie po ulicy w wózku z Biedronki, bieganie po ścianach pochylonych pod kątem 45 stopni czy granie w piłkę nożną o 6 nad ranem po partyjce w Alkochińczyka ;] Tych bardzo głupich rzeczy nie opiszę, bo nie mam na to odwagi. Tych najgłupszych natomiast nie opiszę, bo ich nie pamiętam ;];];]

Zmiana polityki wobec samego siebie

Summa summarum trzeba przyznać, że osiągnąłem pewne doświadczenie w tym temacie, które kazało mi stwierdzić trzy rzeczy.

Pierwsza. Z piciem wiąże się w moim życiu wiele pozytywnych wspomnień.

Druga. Z piciem wiąże się w moim życiu także wiele negatywnych wspomnień.

Trzecia. Męczy mnie hardkorowe podejście do picia. Zaczyna mnie to nudzić!

Samo uświadomienie sobie punktu trzeciego uważam za wielki sukces, który pozwolił mi na odkrycie nowej jakości życia. Zacząłem szukać ludzi i form spędzania czasu wolnego od picia. I zaczęło mi się to udawać, ludzie nadchodzili nie wiadomo skąd. Okazało się, że nie wszyscy w tym kraju piją.

Było parę prób wytrzymania kilku tygodni bez chmielu czy wódki. Kończyło się na maksymalnie dwóch tygodniach. Zawsze dzwonił telefon… Ktoś chciał wypić piwko, ktoś miał akurat niedługo urodziny. Ktoś chciał koniecznie pogadać ze mną na osiedlowej ławce. I konieczne do tego było piwo. Sorry, taki mamy klimat ;]

W połowie listopada 2014 roku postanowiłem zrobić sobie miesięczną przerwę. Potem zmieniłem zdanie. Mój test silnej woli miał trwać do Sylwestra. Doświadczanie trzeźwości było jednak aż tak ciekawe, że postanowiłem nie pić przez cały 2015 rok i doświadczyć wszystkich sytuacji na trzeźwo ;]

Trzeba umieć się wyluzować

Eksperyment i wyzwanie, którego się podjąłem, nie miał polegać na zamknięciu się w czterech ścianach i powtarzaniu sobie: nie piję, nie piję, nie piję! Wręcz przeciwnie – starałem się dużo przebywać z ludźmi pijącymi. Oczywiście tyle, ile byłem w stanie wytrzymać. Jak wiadomo, po paru godzinach impreza alkoholowa wchodzi na zbyt wysoki poziom zaawansowania, aby na trzeźwo można było to oglądać. Wychodziłem z reguły więc wcześniej.

Pierwsze miesiące były najcięższe, widziałem niekiedy swoje poddenerwowanie doświadczaniem sytuacji na trzeźwo. Widziałem też jak alkohol wpływa na ludzi. Z czasem jednak nie potrzebowałem niczego dodatkowego by czuć się w pełni wyluzowanym w większości sytuacji.

Podczas tej ponad rocznej abstynencji musiałem przetrwać kilka emocjonalnych burz, podczas których jedną z pierwszych reakcji rodzących się w moim umyśle była myśl: Odurz się! Każdy z nas co parę miesięcy przeżywa jakąś mini traumę. Warto aby wtedy starać się zrozumieć to na trzeźwo i pozbyć się głupiego uciekania w trunki czy dragi, których, pragnę zaznaczyć, podczas tego eksperymentu również nie tykałem. Podobnie jak kawy.

W takich skrajnych pod względem doświadczeń emocjonalnych sytuacjach z pewnością pomogła medytacja Vipassana, w której kursie uczestniczyłem w grudniu 2014 roku, czyli tuż na początku mojej abstynencji. O medytacji napisze osobny post ;] Mam silne przekonanie, że bez niej nie udałoby mi się wytrzymać w tym długoterminowym postanowieniu.

Niepicie w wyjątkowych sytuacjach

Największymi sukcesami jeśli chodzi o wydarzenia, które byłem w stanie przeżyć na trzeźwo były dwa Sylwestry, moje urodziny, no i 3 dni na przystanku Woodstock, na którym zachowanie trzeźwości wśród masy osób nie mających takiego postanowienia było dla mnie wyjątkowym wyzwaniem. Ale dałem radę, no i przynajmniej pamiętam cały Woodstock, każdą sekundę koncertów, wykładów na ASP czy rozmów w ludźmi ;] W przypadku przełomu 2014/2015 byłem całkowicie trzeźwy, rok później otworzyłem wino kilkanaście sekund po północy, już w Nowy Rok.

Na moich urodzinach spożywanie alkoholu nie było zakazane. Ja jednak wyprawiłem i przeżyłem je całkowicie trzeźwy, choć muszę przyznać, że około północy zacząłem być nietrzeźwy samym wydarzeniem, zacząłem śpiewać i zachowywać się jakbym był pijany. Być może uzewnętrzniła się we mnie jakaś urodzinowa reakcja sprzed lat. Who knows?

Tak czy siak te urodziny były jednymi z najlepszych, które kiedykolwiek wyprawiłem. I jakoś nikt się na nich nie pokłócił, nie pobił, nie rozstał z ukochana osobą. A bywały takie sytuacje wcześniej. Moje urodziny zawsze były wspaniałe, ale w ich historii były dwie bójki, dwa rozstania (następnego dnia zakochani się zeszli). Zgonów było brak, chyba że tak zwanych kacowych – to dziesiątki ;]

Próba godna polecenia

Absolutnie polecam każdemu przeprowadzenie na sobie takiego testu. Potrzeba do niego nieco silnej woli, wytrwałości i wypracowania nowego modelu zachowań w kryzysowych sytuacjach życiowych. Jednak to doświadczenie baaaarzdo pomocne w drodze do harmonijnego życia. Jak wiadomo - każda odmiana i wyjście ze strefy komfortu uczy nas czegoś nowego. Mam jednak wrażenie, że ponad roczne niepicie zmieniło we mnie na stałe przeogromnie wiele rzeczy.

Zauważyłem, że picie alkoholu jest nawykiem taki jak każdy inny i co najważniejsze - da radę zmienić ten nawyk. Odkryłem, że życie w trzeźwości ma więcej atutów niż życie w stanie odurzenia. Dzięki trzeźwości uczymy się sami radzić sobie ze swoimi problemami, doceniamy świat takim jaki jest i nie potrzebujemy jego ulepszaczy.

Rozluźnienie, które przychodzi w sposób sztuczny po wypiciu alkoholu jest do osiągnięcia w sposób naturalny. Nie pijąc zyskujemy czas, który możemy spożytkować – nie mamy kaca. Spotkania ze znajomymi, gdy byłem trzeźwy były według mnie bardziej wartościowe. Więcej się dowiedziałem, co u nich, więcej z imprezy zapamiętałem, zobaczyłem, które znajomości są zbudowane na czymś więcej niż tylko na wspólnej konsumpcji.

Ten pierwszy raz

Sam moment pierwszego picia po tak długiej przerwie był bardzo ekscytujący. Zapomniałem nieco jak to jest być pijanym, więc mnie to ciekawiło. Co będzie? Poczułem się rozluźniony, poczułem falę gorąca w całym ciele, krew zaczęła pulsować bardziej. Było miło ;] Czasem robiłem się bardziej senny, czasem pobudzony. Było we mnie więcej skłonności do śmiania się z totalnych głupot. Rano obudziłem się z lekkim bólem oczu, głowy, suchości w gardle. Scenariusz poranny jest bardzo dobrze wszystkim znany, ale tak rzadko pamiętamy o nim wieczorem ;]

Zamierzam teraz pić maksymalnie jedno czy dwa piwa. To dawka, którą jestem w stanie zaakceptować – kiedy suma zysków i strat jest na przyzwoitym poziomie. Nie ma we mnie totalnie potrzeby upijania się. Czy na zawsze? Czas pokaże : )

comments powered by Disqus