Pomarańczowy Kruk

blog bardzo osobisty


Facebook YouTube RSS
Wracamy na start

Miasto pełne koloru i różnorodności

Miasto pełne koloru i różnorodności

Do Katowic przyjechałem po raz pierwszy i byłem przekonany o tym, że powita mnie zatrute oparami węgla powietrze i wszechobecna postkomunistyczna betonowa szarość. Zdziwiłem się bardzo. In plus. Miastu daleko do bycia atrakcją turystyczną na miarę Rzymu czy Barcelony, ale z pewnością Katowice stale zmieniają się na lepsze i potrafią turystów zaskoczyć.

Głównym celem mojej wizyty była wystawa „7 miliardów innych”, której ekspozycja w Międzynarodowym centrum Kongresowym trwała przez ponad miesiąc. Ale zanim napiszę szerzej o wystawie chciałem wpierw opisać jak wyglądało moje pierwsze zetknięcie z Katowicami.

Pierwsze minuty znajomości

-Przepraszam, gdzie tu jest Rynek?

-Tam pójdą Państwo prosto, na prawo i na lewo, no i tam jest taki…

Przyznam, że te wielokropki rozbrzmiewały mi w głowie aż do czasu dojścia we wskazane miejsce. Wtedy zrozumiałem cień wątpliwości, który zasiał mi w głowie pewien pan katowiczanin, świadom plusów i minusów swojego miasta.

-Aha, to to jest ten… Rynek :)

W porównaniu do wrocławskiej przestrzeni centralnej, katowicki Rynek jest bardzo udanym, ale miniaturowym parkiem rozrywki. Moje oczy powitało małe lodowisko, jarmark świąteczny w postaci kilku budeczek i mała scena, na której ktoś próbował swoich sił jako wokalista. Miało to jednak swój urok. I nie było wcale szare i osnute oparami węgla. Jak mnie poinformowano – tego dnia było w Katowicach jednak wyjątkowo czyste powietrze :)

Im dalej w tkankę miejską tym lepiej

Zatapiałem swoje zęby w mięciutkiej tkance katowickiej, która coraz bardziej zaczynała mi smakować. Architektura, unikalny i elegancki styl coraz bardziej mi się podobał. Z dziewczyną postanowiliśmy zjeść coś śląskiego. Szukając odpowiedniego miejsca z tradycyjnym jadłem otworzyliśmy drzwi jednej z knajpek i…

-Czy ten kurtosz to jest danie śląskie?

-Nie, to jest smakołyk z Rumunii, a konkretnie z Transylwanii.

Nieco zdezorientowani zdecydowaliśmy się jednak skosztować tego specjału, który serwowany jest zarówno na słodko jak i słono. Polecam, w Katowicach, Wrocławiu czy Rumunii.

Jeśli chodzi o miejsca godne polecenia w Katowicach, w których można zjeść smaczne rzeczy – zdecydowanie wskazuję Złotego Osła – wegański bar, w którym za 12 zł zjemy danie główne w postaci tarty czy lazanii, a dodatkowo w tej cenie możemy w dowolnej ilości kosztować sałatek, dań z soczewicy, kaszy czy ziemniaków. Miejsce bardzo dobre dla turystów odwiedzających to miasto. Uwaga, mimo kilkunastu stolików – bywa tam bardzo tłoczno, bar cieszy się dużą popularnością. A nie oferują tam mięsa ani nabiału – ciekawe.

Rosjanie i Pacman w roli głównej

Wiedzę na temat miasta zdobywalismy prócz własnych zmysłów dzięki dwójce… Rosjan. To dość absurdalne ale i znamienne, że po Katowicach oprowadzała mnie osoba, która 3 lata mieszka w mieście i legitymuje się paszportem rosyjskim. A wiedziała na jego temat bardzo dużo. Znajomość została zawarta przez niezawodny i obfitujący w tego typu atrakcje portal Couchsurfing.

W czwórkę, ja, moja dziewczyna, Rosjanin i jego kolega, również Rosjanin, zjedliśmy wspólnie kolację, spróbowaliśmy rosyjskich specjałów i… zagraliśmy w śląską wersję gry Memory. Doprawdy, miałem spory ubaw jak skomplikowany i różnorodny potrafi być świat w dzisiejszych czasach. Skoro chcąc zwiedzić Katowice spotykam Rosjanina urodzonego na Białorusi, który przybył do Polski aby studiować filologie chorwacką i opowiada mi na temat śląska. No czyż to nie jest piękne?

Podczas wycieczki po mieście natknęliśmy się na wystawę w lokalnym osiedlowym ośrodku kultury, która dotyczyła starych gier komputerowych. Obudziły się w nas wszystkich stare wspomnienia. Z miłą chęcią zagraliśmy w Pacamana i inne gry z ery dinozaurów.

Ludzie to jedna wielka rodzina

Jak już wcześniej wspomniałem, głównym celem wyprawy była wystawa „7 miliardów innych”. Na jej podziwianiu zeszło nam ponad 3 godziny. Rzeczywiście opłacało się ją odwiedzić, bo dzięki niej można było odkryć na nowo bogactwo i różnorodność ludzkich odpowiedzi na pytania dotyczące spraw kluczowych. I ważnych dla każdego z nas – jak szczęście, miłość czy sens życia.

Pomysłodawcą tego projektu jest Yann Arthus-Bertnard. Gdy pewnego razu podczas pobytu w afrykańskim Mali miał dużo wolnego czasu z powodu oczekiwania na naprawę usterki helikoptera zaczął rozmawiać z mieszkańcem tamtejszej wioski. Ten opowiadał mu o swojej codzienności, nadziejach, obawach, a jego jedyną ambicją było wykarmienie dzieci.

To doświadczenie zapoczątkowało proces myślowy i wpłynęło na powstanie projektu. Dzięki temu dwudziestu operatorów kamery przemierzyło 84 państwa w poszukiwaniu Innego. W ten sposób stworzyli 6 000 wywiadów z różnymi ludźmi.

Zjeździły cały świat i pojawiły się w tym roku także w Polsce. Dało się zauważyć, że marzenia w dzieciństwie często ludzie mają takie same, niezależnie od tego, czy pytamy o nie mieszkańca Europy czy jakiegoś biedniejszego kraju z Azji czy Afryki. Wiele osób w dzieciństwie chce zostać pilotami czy naukowcami. Stosunek do miłość i szczęście ma również wspólny mianownik dla całej ludzkości. Naznaczony tradycją i religią, ale jest z wspólną podstawą.

Wystawa

Must see!

Zresztą, zobaczcie wystawę i przekonajcie się sami. Na stronie internetowej projektu można obejrzeć wszystkie nagrania. Oczywiście lepiej zapoznać się z projektem na żywo. Tak jak z samymi Katowicami. Gorąco polecam odwiedzić to miasto! Ja na pewno tam jeszcze wrócę!

comments powered by Disqus