Pomarańczowy Kruk

blog bardzo osobisty


Facebook YouTube RSS
Wracamy na start

Ikebana i Wagner versus McDonald

Ikebana i Wagner versus McDonald

Jesteśmy bardzo przyzwyczajeni do tego jak wygląda świat. I w ogóle nie zastanawiamy się nad tym, że mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Jesteśmy zepsutymi do szpiku kości ignorantami wobec możliwości, które przegrały. Wobec plemników, które odpadły w wyścigu do zapłodnienia niepewnej przyszłości.

Do takich refleksji zmusiło mnie obejrzenie pierwszego sezonu Człowieka z Wysokiego Zamku. Człek ten zacny to amerykańskiej produkcji serial oparty na słynnej powieści Philipa K. Dicka o tym samym tytule. W powieści jak i serialu dowiadujemy się, że historia mogła potoczyć się diametralnie inaczej niż się potoczyła. Druga Wojna Światowa mogła zostać wygrana przez Niemcy i Japonię.

To one mogły podzielić się Ameryką Północną na pół. I Hendrix nie zaćpał by się wtedy na śmierć a Polacy nie byliby raczej silną Polonią w Chicago… Ale my o tym na co dzień w ogóle nie myślimy. Bo wydaje nam się, że żyjemy w najlepszym i jedynym z możliwych światów. Tylko ten znamy. I lubimy, Oj, jak my bardzo, bardzo, ale to bardzo go lubimy. Bo musimy.

Pomiędzy fikcją a rzeczywistością

Nigdy nie przepadałem za nazistowskimi Niemcami i Hitlerem. Byli dla mojego umysłu zbyt szorstcy w dotyku. W stosunku do Japonii miałem natomiast mieszane uczucia. Zawsze imponowała mi ich estetyka, niegdysiejszy rozkwit technologiczny a także kolektywistyczna kultura.

Jednocześnie Japończycy zbyt bardzo mnie dziwią abym się nimi zachwycał. I to dziwią w bardzo dziwny sposób… Nie samymi Murakamim i zen człowiek żyje. Japońska sztuka układania kwiatów i origami są spoko. Jednak nie wszystko w tej mentalności musi mnie ekscytować. Szczególnie we współpracy z panem z kwadratowym wąsem na przedzie.

Podobnie jest w przypadku USA. Niektóre rzeczy mi się tam podobają, a innymi po prostu regularnie wymiotuję w ukryciu. Bo nie wypada nie lubić USA. Ono podbiło nas mentalnie i musimy być mu na każdym kroku wdzięczni za to skolonizowanie naszych umysłów. Możliwe jednak, że jest to niestety najlepszy z możliwych światów. I mówi to do Was optymista.

Dwa oblicza amerykańskich rozterek

Bohaterowie osadzeni w fabule Człowieka z Wysokiego Zamku również prowadzą tego rodzaju rozrywki intelektualne jak ja w tym wpisie. Zarówno po jednej jak i drugiej stronie Strefy Neutralnej walczą z przeciwnościami losu i myślą czy nie dałoby rady wpłynąć na bieg wydarzeń.

Z myślami bije się w każdym odcinku Juliana Crain, mieszkająca po japońskiej stronie wpływów młoda atrakcyjna dziewczyna, pochodzenia amerykańskiego, ale miłująca jednocześnie treningi Aikido. Przez przypadek przejmuje od swojej siostry coś ważnego… Ale nie liczcie na to, że powiem w tej chwili co to takiego…

Tak samo jak nie powiem tego, że na jej drodze staje Joe Blake, który również ma kłopot z pogodzeniem swojego amerykańskiego pochodzenia z nowoczesnymi nazistowskimi realiami.

Pochwała historycznej fikcji

Nie zdradzając zbytnio fabuły pragnę zachęcić Was do zapoznania się z tym serialem. Jest on po prostu bardzo dobry. Pewnie dlatego, że jednym z producentów był nie kto inny jak Ridley Scott.

Amerykańskie seriale ściągane z Internetu, który w życiu obejrzałem mogę policzyć na palcach dwóch rąk. Ten wciągnął mnie niemiłosiernie i z utęsknieniem czekam na kolejny sezon tego majstersztyku.

Do kliknięcia przycisku Download skłonił mnie rozmach i bezczelność z jaką twórcy serialu reklamowali go w USA. Wyobrażacie sobie, że wasz dziadek zginął podczas ataku na Pearl Harbor lub z rąk nazistowskiego oficera, a wy jadąc rano do pracy ze zdumieniem zauważacie, że siedzenia w wagonie amerykańskiego metra są oznakowane swastykami?

Nie musicie sobie tego wyobrażać. Po prosu sięgnijcie po tę adaptację. Ja nie pożałowałem. Niedługo zresztą planuję sięgnąć po książkę, bo jak to z adaptacjami bywa – również się one często diametralnie od inspiracji. A źródło bywa ciekawsze. Have fun!

comments powered by Disqus