Pomarańczowy Kruk

blog bardzo osobisty


Facebook YouTube RSS
Wracamy na start

W aucie złożonym z fajek i wódki

W aucie złożonym z fajek i wódki

Na samiuśkim krańcu Europy nie myślałem aż tak bardzo o sprawach, które były mi bliskie przez te wszystkie lata. Oczywiście, że coś tam w tym temacie myślałem, jednak byłem zbyt daleko od domu, aby to mnie non stop nurtowało. Ale z każdym dniem kiedy zbliżałem się do Wrocławia, łapałem się na coraz większej tęsknocie za domem, bliskimi mi osobami i tym, co moje, co swojskie.

Można więc powiedzieć, że przez ostatnie 10 dni podróży zbliżałem się mentalnie do swojej starej, sprawdzonej i coraz bardziej utęsknionej egzystencji. Szalony podróżnik miał przybrać szaty mieszczucha wpatrzonego w monitor, dla którego plecak kojarzy się bardziej z tornistrami dzieci spieszących do szkoły niż z dalekimi podróżami autostopowymi.

Ale do powrotu do mojego domu zostało mi jeszcze nieco czasu. Cieszyłem się nim jak najlepiej, poznając tajniki naszego rosyjskiego sąsiada. W Kaliningradzie spędziłem kilka dni i bardzo rad byłem z możliwości dokładnego poznania twarzy naszego zagadkowego "sosjeda". Pamiętam, że w podstawówce mój kolega z ławki, kiedy zobaczył na mapie, że graniczy z nami taki skrawek terytorium zupełnie oddzielony od reszty kraju - stwierdził że Polska powinna to Rosji zabrać ;]

Historia zbadana osobiście

W istocie, do zeszłego roku nie wiedziałem dlaczego ten region akurat należy do Rosji. Kto by tam w szkole uczył ludzi takich rzeczy? Zabrakło na to czasu, ważniejsze przecież dla współczesnego człowieka jest średniowiecze i znajomość wszystkich królów Polski…

Obwód Kalingradzki został przyznany po II Wojnie Światowej Rosji. Historycznie nigdy nie leżał pod jurysdykcją carską - był stricte niemiecki, co widać w układzie ulic i architekturze. Nawet pocztówki, o które w mieście nota bene bardzo ciężko, dostać można głownie w wersji z niemieckim podpisem Königsberg. Wyobrażacie sobie, aby we Wrocławiu sprzedawano nagminnie kartki z podpisem Breslau? Bo ja nie. Ale taka to różnica…

Kaliningrad bazuje na dziedzictwie niemieckim, które często i gęsto przykrywa z lekka również mocarstwowością w postaci pomników Lenina czy Stalina, skwerami zwycięstwa i licznymi czołgami czy samolotami. O historii miasta i zabytkach miałem wiedzę z pierwszej ręki, bo hostowała mnie Olga, Rosjanka, która w mieście pracuje jako konsultant turystyczny i oprowadza wycieczki. A do Polski lubi jeździć autostopem – na zakupy do Braniewa, jak i dalej turystycznie.

Nie mogłem się przyzwyczaić, że mówi do mnie po polsku, i to całkiem nieźle. Gdy rano nie byłem jeszcze w pełni rozkręcony, niekiedy zaczynałem z rozpędu rzucać po pokoju angielskie słowa. Olga wtedy strasznie się irytowała i z udawanym spokojem próbowała uzmysłowić mi po raz kolejny, że nie rozumie, co ja do niej mówię.

„Ja nie rozmawiam po angielsku”

Miło było mi jednak rozmawiać w swoim ojczystym języku i tłumaczyć Oldze niektóre slangowe określenia, które automatycznie wplatałem w opowieści.

-Babka? Co to jest babka? – zapytała mnie, a ja sobie pomyślałem, ze nie wpadłbym nigdy na to, że przyjedzie mi kiedyś tworzyć na poczekaniu definicję tego słowa.

-To taka pani, raczej starsza niż młodsza, można powiedzieć tak o kobiecie, ale raczej nie zwracając się bezpośrednio do niej – starałem się wznieść na wyżyny wyjaśnień. A w tle śmiać mi się z tego wszystkiego chciało.

Ciekawie było mi również mieć towarzysza autostopowego. Olga wpadła na pomysł, że pojedzie ze mną na stopa do Polski, zrobi zakupy w Braniewie i wróci tego samego dnia do domu. Bardzo mi ten pomysł się spodobał.

Wielokrotnie podróżowałem na stopa z kimś i ciekawie było mi po tak długim czasie samotnego wystawiania kciuka mieć dłoń pomocną. Szczególnie, że Olga była zaprawiona w autostopowych bojach. Byłem ciekaw jak to z nią będzie, jak to wyjdzie w praniu.

Z przemytnikiem przez granicę

A wyszło całkiem fajnie! Z Olgą złapaliśmy dość szybko dwa samochody, którymi dostaliśmy się na granicę. Wysiadając zobaczyłem na ścianie logo znanej w Polsce sieci spożywczej. Byłem już prawie w domu…

Polski kierowca zapytany przeze mnie o podwózkę przez jakiś czas się wahał. Po krótkich namowach i paru uśmiechach jednak się zgodził. Poza dobrocią, które ogarnęło jego serce, faktem było to, że zwęszył również konkretny biznes do zrobienia.

-Macie ze sobą jakiś alkohol i fajki? – zapytał, a my pokiwaliśmy głowami na lewo i prawo.

-Nic nie macie? – zdziwił się. – No to ja na Was wezmę, jeśli się zgodzicie.

-Pewnie, nie ma problemu!

Nasz „przewoźnik” prowadził firmę zajmującą się wyrobem szkła ozdobnego. Jeździł w interesach do Rosji, a przy okazji rozwijał swoje typowe dla tej granicy hobby.

Sztuka udawania za pieniądze

-To jest taka zabawa w kotka i myszkę. I wiedzą o tym celnicy i my. Zawsze coś tam da radę ugrać – opowiadał nam kierowca wlewając wódkę do plastikowych butelek po wodzie mineralnej, które później miały leżeć sobie spokojnie na siedzeniach. Widać było, że nie robi tego po raz pierwszy. – Wiecie co? Moglibyście się przejść na parę minut gdzieś dalej. Wolałbym żebyście nie wiedzieli gdzie będę chował te fanty, tak będzie lepiej dla wszystkich – powiedział bardzo pewnie i przekonująco.

Na granicy zdziwieni byli tym, że polski kierowca wziął na stopa Polaka i Rosjankę. Nie przeszkodziło im jednak to w tym, żeby zdecydować się na rozkręcanie samochodu.

Celnik postanowił się dobrać także do mojego plecaka. Gdy go otwierałem i opowiadałem o tym, co mam w środku, przez jakiś czas męczył mnie niemiłosiernie, wypytując o szczegóły.

-To może jeszcze sprawdzimy tam na dole. Tam są zawsze najciekawsze rzeczy – dodał z uśmieszkiem, ten wycwaniony celnik, który do swojej profesji się przykładał, stosując prowokacyjne sztuczki-kruczki. Ja jednak byłem czysty.

A nasz kierowca nie bardzo. Maglowali go bardzo ostro, ale byłem pod wrażeniem jego spokoju i iście adwokackich odpowiedzi.

-Panie kierowco, dlaczego tej benzyny jest więcej?

-Nie wiedziałem, że jest ponad limit. Dużo jeżdżę, dużo potrzebuję, dużo tankuję.

Będzie chyba mandacik

Gdy rozkręcanie zmierzało ku końcowi odezwał się jeden celnik do drugiego po czym siermiężnie się zaśmiał.

-Ale by mnie to podbudowało, gdybym teraz fajki znalazł w siedzeniach – jak powiedział, tak i zrobił. Podbudowany pouczał naszego kierowcę o tym, co mu za to grozi. Szofer był jednak spokojny.

-To przyjmuje Pan mandat czy kierujemy sprawę do sądu?

-Zaryzykuję sprawę – odparł przemytnik z lekko szyderczym uśmieszkiem.

My z Olgą byliśmy jednak nieco przybici tą sytuacją. Zachowywaliśmy ciszę i zbieraliśmy w milczeniu swoje rzeczy, myśląc jak długo to jeszcze potrwa.

Wreszcie coś powiedziałem, bo zaczęło się robić za bardzo grobowo, i tych kilka słów nieco rozładowało atmosferę. A jeszcze bardziej pozytywnością zalało to miejsce pytanie celnika do mnie.

-Pan nie grał przypadkiem w jakimś filmie?

-Nie... Nie grałem – odpowiedziałem cały rozpromieniony.

-A to coś musiało mi się pomylić, ale wolałem zapytać – celnik zripostował szybko i oddalił się czym prędzej. Nie musiał iść po zeszyt z autografami.

Autostopowicze po przejściach

Celnicy poinformowali nas, że sprawa trafi do sądu, ale i tak trzeba teraz udać się do kasy, aby uiścić opłatę manipulacyjną.

-Panowie, a ile to może potrwać? My jeździmy autostopem i zależy nam akurat teraz na czasie, bo dzień się powoli kończy.

-Nie wiemy, może i nawet godzinę. Możecie pójść w razie czego pieszo, dam znać osobie w dyżurce.

Okazało się, że przy kasie kolejki wcale nie było, jednak sytuacja mocno trąciła myszką. Na tym przejściu granicznym chyba celowo każe się tracić czas przemytnikom, w ramach resocjalizacji.

Przekroczyliśmy więc granicę pieszo. Olga złapała samochód do Braniewa i wtedy się pożegnaliśmy. Ja wolałem poczekać na auto, którym pojadę dalej. Moim celem tego dnia miał być Gdańsk. Niedługo potem zatrzymał się Kaszub, z którym zabrałem się pod Elbląg, ale o tym w następnym wpisie ;]

Filmy na YouTube powiązane z wpisem:

Dzwony w Kaliningradzie

Rosyjski billboard obrotowy

Rosyjski grajek

Przydał mi się ten rosyjski

Spotkanie z Kantem

comments powered by Disqus