Pomarańczowy Kruk

blog bardzo osobisty


Facebook YouTube RSS
Wracamy na start

Trzy dni po drugiej stronie lustra

Trzy dni po drugiej stronie lustra

Na Prykonie każdy ma prawo do bycia lekkim krejzolem. Do Poznania na konwent zjeżdża co roku około 40 tysięcy fanów fantastyki wszelkiej maści. Zasady są tu nieco inne niż na co dzień, a normalność definiowana zupełnie inaczej niż na zewnątrz kampusu. To cosplayerzy – poprzebierani za postacie z książek, komiksów, gier czy filmów fantastycznych nadają tu rytm. Są normą i zarażają casualsów innymi światami. A pogubionym w morzu fantastycznych możliwości pomagają gżdacze, wolontariusze. Tak właśnie tu jest, nie inaczej :}

Osobom, które po raz pierwszy przybywają na konwent zajmuje nieco czasu, aby połapać się w slangu, fantastycznej nowomowie i nie utonąć w morzu możliwości, które przybyły tu z innych światów. Wiem, o czym mówię, bo mój pierwszy kontakt z Pyrkonem odbył się parę dni temu. A świeżakowi się spodobało, coś zaiskrzyło, coś zakiełkowało i w pamięci dobrego zostało, więc myślę, że jeszcze kiedyś tam wrócę.

To miejsce dla ludzi, którzy szukają w życiu czegoś więcej niż tylko codziennego realizmu i zwykłości. A któż z nas nie lubi udawać się czasem do krain bajkowych? Tam, gdzie bursztynowy świeżop, gryka jak śnieg biała, gdzie piękne księżniczki, ziejące ogniem smoki i strasznie straszne potwory? ;]

Wziuuuum… Wchodzę w teleport i jestem tam :}

Fantazja i młoda energia

Pierwszego dnia festiwalu chwilami wydaje mi się, że jestem już chyba za stary, aby myśleć o tak fantastycznych rzeczach. Na prelekcji z psychologii tłumu średnia wieku to chyba 15 lat. A może i mniej…

Aż strach mi wtedy zabierać głos. Wolę chłonąć te młodą energię, która mnie otacza i przysłuchiwać się spontanicznym, czasem naiwnym, ale często bardzo trafnym odpowiedziom na pytania, receptom dawanym przez młodych ludzi, gimnazjalistów, licealistów, studentów, pełnych energii i czujących się na konwencie jak jednak wielka rodzina.

Nieco im nawet zazdroszczę, że w tak młodych wieku dane im jest znaleźć się w tak fantastycznym miejscu i czasie. Po kilku prelekcjach, rozmowach z ludźmi w kolejce, wymianie serdecznych uśmiechów, spostrzeżeń i wspólnych doświadczeń jest mi już raźniej. Wdrażam się, wrastam w pyrkonową brać i staję się młodszy i bardziej rozmarzony niż zwykle.

Kolorowe szaty zdobią ich

W sobotę zauważam, że średnia wieku się podnosi. Na konwent przyjeżdżają wtedy chyba ci, którzy w pracy w piątek nie dostali urlopu. Ubierają się w strój Lorda Vadera z „Gwiezdnych wojen”, mijają Khaleesi z „Gry o tron”, Kitanę z „Mortal Kombat”, post-apokaliptycznych wojowników czy mangowe księżniczki.

Po weekendzie pewnie wrócą do normalnego życia, a ich szefowie w pracy podziwiać będą ich świetnie uprasowane koszule i skrojone na miarę, dopasowane garnitury. Ale jeszcze dzisiaj i jutro, pozwól Pyrkonie kochany szarej codzienności nosa utrzeć :p

Bardzo miło oglądać taką różnorodność, która mieni się kolorami tęczy niczym ogon pawia złożony z tysięcy ludzkich fantazji. Są tu fani komiksów i mang. Są fani litartury, kina i seriali, są gracze, nowicjusze, nooby i starzy wyjadacze. Jest tu wszystko, co w jakikolwiek sposób wiąże się z fantastyką.

Dla każdego coś miłego

To taki swoisty misz-masz. Modne ostatnio są produkcje, w których wplata się wiele filmowych superbohaterów w jedną fabułę. Być może początkiem tych idei były właśnie takie konwenty?

-Pod względem organizacji przestrzeni ten konwent bije na głowę wszystkie inne, na których byłem w USA i Kanadzie – mówi na swojej prelekcji Evan Currie, pisarz powieści science-fiction.

Na jego wykład idę przypadkiem, bo spóźniam się, aby zająć odpowiednia wcześnie miejsce w kolejce na bardziej mnie interesujący. Niekiedy przed salą ustawić się trzeba godzinę wcześniej, aby być pewnym wejścia. Przed „Legendami japońskimi” czekam ponad 40 minut. Na sali jest 160 miejsc, ja wchodzę przedostatni ;]

Sala ryczy ze śmiechu zapoznając się ze abstrakcyjną strukturą opowieści z Kraju Kwitnącej Wiśni. Khmerskie legendy robią na mnie jeszcze o wiele większe wrażenie, inspirują i otwierają zakamarki umysłu, których nie byłem świadom.

Nieco bardziej na poważnie

Moją uwagę przykuwa lista prelekcji w Sali Naukowej. Chłonę obrazy i treść wykładu prowadzonego przez dwie studentki astronomii. Pastwią się nad popularnymi filmami scienece-fiction wytykając im błędy z perspektywy fizyki czy astronomii. Równie ciekawy jest wykład o baśniowości kina science-fiction.

Okazuje się, że we współczesnych produkcjach przewijają się bardzo często te same wątki, co w starych baśniach i legendach. Powtarza się motyw samotnej podróży, skaryfikacji, rytuałów przejścia czy… połknięcia przez duże zwierzę i niejako powrócenia do łona matki ;]

Na Pyrkonie wydarzeń jest tak dużo, że niemożliwością jest zapoznanie się przez weekend choćby z jedną czwartą tego, co jest w propozycjach. Ja jednak próbuję ;]

Gry, zabawy i filmy

Po całodziennym chłonięciu festiwalu, rozmowach, staniu w kolejkach i bieganiu z sali do sali, zasiadam ze znajomym do tajemniczej gry karcianej. Dochodzi północ, łapie mnie zmęczenie, ale przyswajam zasady gry i spędzam miło czas. Sesję kończymy po godzinie drugiej. Na sali siedzi jeszcze wtedy kilkaset osób i gra w rozmaite baśniowe historyje. Niedaleko znajduje się druga sala, na której pokotem zległo już w objęciach Morfeusza ponad tysiąc osób.

Jednego dnia idziemy na Filmowy Konkurs Cytatowy. Łącząc swoje siły z kilkoma innymi osobami zajmujemy 4 miejsce. Niektórzy w filmowej wersji programu „Jaka to melodia” wykazują nadludzkie możliwości. Poziom jest bardzo wysoki. Sam próbuję dostroić się do wielkiej wiedzy pozostałych uczestników. A filmy są nie tylko z gatunku fantasy czy sci-fi. Trzeba się znać tam na wszystkim.

Ale żeby pojechać na Pyrkon nie trzeba kojarzyć każdego fantastycznego filmu czy serialu. Wystarczy zdolność do zrobienia kilku kroków z głowią w chmurach. Wtedy można zobaczyć piękne rzeczy. Polecam, do zobaczenia za rok!

comments powered by Disqus