Pomarańczowy Kruk

blog bardzo osobisty


Facebook YouTube RSS
Wracamy na start

Fińskie rękawice ogrodowe atakują

Fińskie rękawice ogrodowe atakują

W drodze powrotnej zmieniałem kierowców i odwiedzane miasta zupełnie jak rękawiczki. Wracałem z północnego skrawka Norwegii bardzo szybko, zatrzymując się po drodze na dłużej w ponad 10 miejscach. Zbyt wiele rzeczy działo się w jednym czasie, i z tego powodu ten etap wyprawy w mojej pamięci jest miejscami bardzo rozmazany. Było w niej jednak masę ciekawych momentów. Niekiedy bardzo zagadkowych…

Na przykład - jeden z szoferów w środkowej Finlandii na pożegnanie podarował mi rękawice ogrodowe… Co prawda padał wtedy deszcz i było chłodnawo, ale akurat nie na tyle, żebym musiał wyciągać ze swojego plecaka rękawiczki. A już na pewno nie chciałem łapać stopa w rękawicach ogrodowych ;D Sytuacja ta bardzo mnie rozśmieszyła. Sprezentowane przez szczodrego kierowcę ochraniacze na dłonie przekazałem więc dla śmiechu mojemu hostowi.

-Matti, podarował mi te rękawice jeden z kierowców. Teraz ja Ci je przekazuję i proszę, abyś je komuś również podarował. Niech to będą takie fińskie surrealistyczne rękawice ogrodowe, przekazywane w nieskończoność – pomysł na ten prezent w dużej mierze powstał z faktu, iż do mojego plecaka ciężko było już cokolwiek wcisnąć. Musiałem być szybki, zwinny i mieć opływowy kształt. Ciąłem gramy i dekagramy. A przecież jeszcze chciałem po drodze zebrać nieco pamiątek i prezentów dla najbliższych!

Sztuka rezygnacji i pływaniologii

Na powrót do domu z Kirkenes na granicy norwesko-rosyjskiej, gdzie przeżyłem cały tydzień w oczekiwaniu na wizę do Rosji, wyznaczyłem sobie 4 tygodnie. To prawie miesiąc, więc szmat czasu, ktoś mógłby rzec. Jednak na dłużej planowałem zatrzymać się w wielu miejscach na trasie. Kilka krajów, wielu kierowców i wiele osób goszczących.

Z ciężkim sercem zdecydowałem, aby zrezygnować z przedłużenia podróży i udania do Murmańska i nad Morze Białe. Z czegoś trzeba było wybrać – do Raaaasiji można na jednej wizie wjechać maksymalnie 2 razy. Chyba, że się prowadzi jakieś niecne biznesy. Ale mnie do handlu nerkami było daleko, więc wybrałem przejazd przez Finlandię z góry na dół i zatrzymanie się na dłużej w tym kraju w 4 miejscach, a także wizytę w Sankt-Petersburgu i Kaliningradzie.

Podjechałem sobie tylko na granicę norwesko-rosyjską, aby nakręcić krótki materiał o miejscu, sławnym z tego, że rok wcześniej muzułmanie na rowerach przekraczali tamtędy granicę i tym samym wkraczali legalnie do strefy Schengen z Rosji. Spakowałem się i cisnąłem na dół mapy.

Łososie łowi się nocą

W stronę Finlandii podwoził mnie młody Norweg, a ja zainspirowany opowieścią mojego jednego hosta, który we Wrocławiu znalazł nocleg pytając się ludzi na Rynku czy wiedzą, co to jest Couchsurfing, pytałem się czasem o to kierowców. Akurat ten szofer nie dość, że wiedział co to jest, to jeszcze miał tam konto.

Stwierdził więc, że raczej nie jestem mordercą i zaproponował mi żebym u niego zanocował jeśli chcę. Tak się stało. Rzadko korzystam z takim spontanicznych noclegów, ale ta wizyta mimo, że dość krótka była bardzo owocna. Okazało się, że na pograniczu norwesko-fińskim mają świra na punkcie łowienia ryb, a ja znalazłem się tam akurat w okresie, kiedy łowi się łososie… I to nocą, bo wtedy najwięcej ich sobie płynie.

Po północy, zupełnie po ciemku uczyłem się po raz pierwszy w życiu obsługiwać wędkę. To było fenomenalne. Cisza, blask księżyca i świsty zarzucanych przynęt. Nic nie udało się złowić, poza ciekawymi wspomnieniami i dobrze spędzonym czasem.

Trudną historię zobaczysz w oczach

Widziałem sporą różnicę w zachowaniu kierowców jeśli chodzi o życzliwość… Na Północy była to istna bajka. Było co prawda mały ruch na drogach, ale ludzie otwarci. Może była to też kwestia tego, że samotny autostopowicz stojący przy drodze w tych rejonach budzi zaciekawienie. Na Południu miazga, szło jak po grudzie.

Finowie to naród z bardzo ciekawą, ale i trudna historią. To po części ludzie Północy, zaprawieni w zimnie, których przez lata gnębiła Rosja. Podczas II Wojny Światowej stanęli więc po stronie Niemców, co odbiło się na tym, ze musieli płacić potem duże odszkodowania. Chłód, w którym dorastali plus ciężka historia nie stworzyła mega przyjaznej i ufnej narodowości. A to zaobserwowałem szczególnie na Południu właśnie.

Zdarzały się jednak wyjątki… Był już późny wieczór, a ja na trasie Oulu-Tampere utknąłem na dziwnego rodzaju stacji benzynowej otoczonej hipermarketami i 3 rondami(sic!). Gdzie oczywiście 90 procent ludzi nie jedzie stamtąd daleko, bo przyjechała tylko na zakupy. Ale w Finlandii właśnie takie miejsca są przy autostradach…

Po tej rozmowie bolały mnie ręce

Mijały minuty, kwadranse, minęła chyba ponad godzina. Zagadałem przez ten czas chyba z 20 kierowców i przeszedłem się w poszukiwaniu innego miejsca, ale wszyscy jechali z zakupami do domu, nikt daleko. Wreszcie dość zrezygnowany zwróciłem się po angielsku z pytaniem do dziadka, który na parkingu grzebał od dłuższego czasu w swoim samochodzie.

Nie rozumiał po angielsku, niemiecku, rosyjsku i włosku. O polski nie zapytałem, ale za to przeszedłem w chwili desperacji na język migowy.

-Jyväskylä? Tampere? – pytałem wymachując rękami i wskazując na mój plecak i jego samochód.

-Jyväskylä – odpowiedział pokazując żeby się pakował do samochodu.

Nie wierzyłem własnych uszom. Oczom również. Od dawno nie udało mi się złapać auta nie znając nawet słowa we wspólnym języku. Możliwe, że to był nawet pierwszy raz. Bo niegdyś pod Florencją z Turkiem o 3 w nocy dało się zamienić przecież tylko 5 słów po niemiecku :}

Paradoks niemowy w Finlandii

Nastał jednak ten trudny czas, kiedy jedzie się z człowiekiem w aucie przez dłuższą chwilę i nie ma możliwości porozmawiania. No bo jak? Wtedy operuje się na prostych schematach. Chcąc ”zagadać” pomyślałem sobie, że zahaczę o temat skoków narciarskich. Z tego Finów znałem najbardziej, przynajmniej przed wizytą w kraju tysiąca jezior.

-Matti Nykänen, Matti Hautamäki, Janne Ahonen – zacząłem się popisywać z uśmiechem na twarzy. Mój „rozmówca” oczywiście od razu zrozumiał, ale co ciekawe – zaczął powtarzać z uporem maniaka „Matti Nykänen” i wskazywać palcem za okno. Nieco mu nie wierzyłem, że tam może mieszkać akurat ten skoczek-legenda, ale on tak twierdził. Spytałem się następnego kierowcy – to była prawda :}

Haha! Finlandia - kraj dość obszerny, a ja wspominam o tym skoczku akurat niedaleko jego domu. Megazabawne!

Przyjaciele z Demoludów

Do Rosji wjechałem z Ukraińcami. Podczas tej podwózki zauważyłem jak bardzo przydatny będzie mój język rosyjski w krajach z dawnego bloku wschodniego, bo stopując po Rosji, Estonii, na Łotwie i Litwie bardzo często trafiałem na kierowców nie znających angielskiego. Na granicy czułem lekki stres. Długo strasznie to trwało, a Ukrainiec twierdził, że celnicy rosyjscy celowo wszystko opóźniają. Podobno widział jak zamiast od razu sprawdzać dokumenty – czuli potrzebę dokończenia gry w pasjansa. Autentyk!

Absolutnym fenomenem okazał się gość, który 160 od Sankt-Petersburga zatrzymał się i zaoferował mi podwózkę do miasta. Ściemniać się zaczynało, a obok mnie co chwila przechodził jakiś starszy Rosjanin w wojskowym ubraniu, czasem z flaszką w reklamówce. Jeszcze nie wiedziałem czego się po Rosji mam spodziewać...

Ale mój kierowca mnie pozytywnie zaskoczył. Dał o radę się z nim porozumieć po angielsku. Mówił całkiem płynnie, popełniając oczywiście drobne błędy i czasem mnie nie rozumiejąc. Ale zaskoczeniem totalnym było dla mnie to, że powiedział, że jestem pierwszą osobą, z którą rozmawia po angielsku w życiu. Przez rok uczył się języka przez aplikację w komórce. Haha! Szacunek! ;o

Filmy na YouTube powiązane z wpisem:

Wiza w Kirekenes

Muzułmanie na rowerach

Namiot nad jeziorem w Kirkenes

U Mikołaja na kacu

Rybacy w Oulu

Wjazd do Petersburga

Zwodzony most w Petersburgu

comments powered by Disqus